Efekt można zobaczyć tutaj: http://www.endomondo.com/workouts/22329017
Trzeba przyznać, że byłem pozytywnie zaskoczony moją mocą. Do 60ego kilometra jechałem tempem powyżej 30km/h, a pedałowałem sam - więc opory powietrza były znaczne.
Te "opory" dały mi nieźle w kość przy powrocie - z Kampinosu do Pruszkowa niemal cały czas jechałem pod wiatr, który przybrał na mocy. Dotarłem na rezerwie.
Wnioski:
- mam za mało bidonów - na taką wycieczkę potrzebuję przynajmniej 2x600ml
- nie ma co się wypalać i przeginać z prędkością na początku, bo powrót może być trudny
- w Kampinosie jest piękna ścieżka rowerowa dostosowana do rowerów szosowych i to będzie "moja pętla"
- siodełko muszę przesunąć nieco do tyłu, bo krzywię plecy tuż za nerkami
- sporo pracy w temacie rowerowania jeszcze przede mną
- muszę rezerwować więcej czasu na wyjeżdżenia, niż na długie wybiegania(małżowinka się martwi)
- rowerzystów w okolicach Kampinosu (szosowych i MTB) jest tak wielu, że dla chętnego zawsze zajdzie się towarzystwo :-)
No to chwilowo tyle. Aha - coś mi cały czas stukało przy mocniejszym nacisku na korbę i trochę się martwiłem - okazało się, że motylek niedokręcony. Byłaby niezła kraksa :-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz